Hmm to tu pozostaje ciekawostka tego rodzaju, że właśnie próbując pozyskać zwykły plankton NIE MA MOŻLIWOŚCI nie wyłowić kijanek, narybku, w obfitych zbiornikach.
Czyli równie dobrze mógłby powstać przepis który zabrania pozyskiwania planktonu i poławiania z wody czegokolwiek co nie zostało złowione na wędkę lub w sieć.
Druga rzecz że przy wyławianiu roślin przybrzeżnych nie sposób oglądać każdego liścia i sprawdzać czy gdzieś nie leży skrzek(traszka nie przykleja wielkich kul tylko pojedyńcze pod liśćmi)
A to znaczy że każdy kto coś wyłowił z małego stawu powinien być o to sądzony

To podobnie jak z tym że nie wolno naruszać przyrody w rezerwacie - ale jeśli wejdzie mi na rękę czy głowę choćby i najcudowniejszy pająk czy kleszcz, to kończy żywot niechlubnym "plask".

Ale to o czym mówisz zakłada, że prawo zmusza ludzi do kupowania np gotowego pokarmu.
Tylko cały czas mnie nurtuje jak to jest z tym "urodzeniem w niewoli". A na przykład podam lisy w lisiczarniach, które jako urodzone w niewoli zupełnie nie podlegają ochronie, chociaż ich przodkowie żyli na wolności.
Dalej - przepis o tyle martwy że ja mogę określone gatunki kupić od innego hodowcy, na allegro czy w sklepie zoologicznym - ale nikt mi nie udowodni jednoznacznie ani że je wybrałam naturze, ani ja nie udowodnię jednoznacznie, że je odkupiłam.
No bo przecież zawsze mogę zostawić zbiornik pod oknem, zaczekać aż zwierzęta się w nim rozmnożą i wnieść z powrotem.
W ten sposób mam i urodzone w niewoli, i żadnemu z dziko żyjących wolności nie odebrałam, i nie zniszczyłam siedlisk - nie wybrałam skrzeku
