Witam po bardzo długiej przerwie. Syn marnotrawny powrócił - wszak wychowałem się na tym forum

Moi drodzy, chciałbym zasięgnąć waszych opinii w sprawie bilansu między dwutlenkiem węgla a tlenem...
Otóż moje skromne 54 litry żyły własnym rytmem, przy bardzo rzadkich podmianach wody, ale ostatnio zakasałem rękawy, i wolne chwile postanowiłem poświęcić owemu baniakowi. Był swojego czasu zaniedbany, bo szlaken trafen statecznik od jarzeniówki, i rybki żyły w pół-ciemnościach, doświetlane panelem LED o dość niskiej jasności... Skutek - przetrwało stadko 5 żałobniczek (czarna tetra - zresztą lubią ciemne baniaki, łatwe w hodowli), z 7 neonów inessa przetrwał jeden (co dziwne, cierpiący na chorobę neonową) i dość mały skalar (około 6-7 cm długości) którego przygarnąłem z likwidowanego, nie mojego zbiornika. O roślinach nie muszę chyb a wspominać - tylko mech jawajski sobie poradził (i to całkiem nieźle) Skalar po roku czasu mieszkania u mnie przeprowadził się do 300 litrów znajomego mojego taty, bo był zamiar od początku by go tylko przechować (54 litry to stanowczo za mało dla skalara), poza tym nabyłem drogą kupna około 50 młodych krewet red cherry, i skubanemu się wydawało że to na kolację... W skutek tego zamieszkał w 300 litrach w trybie natychmiastowym.
Część ryb które mam od momentu mojej pierwszej styczności z akwarystyką (żałobniczki - nie padła ani jedna, jestem do nich mega przywiązany

), żyły przez ponad rok bez konkretnego napowietrzania bo wysiadł brzęczyk (nie korzystałem z funkcji napowietrzania przy filtrze - hagen aqua clear 20 - bo hałasuje), tyle co ruch tafli wody dostarczał tlenu, i było dobrze. Do wczoraj...
Kilka dni temu kupiłem na allegro statecznik elektroniczny do jarzniówy 15W którą oczywiście uruchomiłem, a wczoraj do akwarium wrzuciłem około 50 krewetek red cherry, 3 kirysy pstre, 2 czarne molki i jedną złotą, posadziłem żabienicę nie wymagającą dużego natężenia światła (
echinodorus impail), która już po posadzeniu sięga prawie do lustra wody.
Rezultat: Żałobniczki (moje ukochane) podupadły na aktywności, czarne molki pływają razem jakby nigdy nic (są u mnie drugi dzień), złota molka trzyma się blisko lustra wody i zipie, krwiste skrzela.... Kiryski i krewety się zaaklimatyzowały. Żabienica po podcięciu korzeni i posadzeniu rośnie - młode liście się rozwijają
Wnioski: Do pewnego momentu tlenu generowanego za sprawą ruchu lustra wody dla kilku ryb wystarczyło, puki nie przybyło dosć sporej ilości fauny i małej ilości flory - choć okazałej...
Remedium i skutki: Uaktywniłem napowietrzanie z filtra, za pomocą wężyka - jeśli dobrze pamiętam 8 mm - i po jakimś czasie molinezja złota zaczęła pływać po całej toni zbiornika (wciąż ma zaczerwienione skrzela, ale do rana zapewne to minie), Żałobniczki znów stały się żwawsze, choć wyblakły - za pewne na skutek hałasu z filtra i "latających" pęcherzyków powietrza.
Meritum sprawy:W związku z powyższym zależy mi na odpowiednim bilansie CO2 i tlenu przy tak małym zbiorniku jak 54 litry (profilowane "60 litrów" na allegro i w zologicznych

)... Swojego czasu, przed awarią statecznika miałem dwie rury po 15 W - flora glo i aqua glo (teraz tylko flora). Nawoziłem CO2 zarówno ze sprayu 1000 ml typu "plantis", później z butli wysokociśnieniowej (rośliny rosły zajebiście), ale nie mam kasy na aparaturę sterującą CO2 jak i czasu i chęci na codzienne dozowanie. Wolę cieszyć oczy niż stresować ryby grzebaniem w baniaku i szpecić go dyfuzorami typu dzwon. Poza tym teraz ide w rośliny wymagające mniej światła, a podobno nawożenie CO2 w 54 litrach przy świetle mniejszym niż suma sumarum 30 W nie ma sensu... A jak wiadomo - rośliny w dzień łupią CO2 wydzielane w przemianie gazowej przez żyjątka, w nocy zaś razem z rybami i bezkręgowcami pobierają tlen.
Dlatego pytam się Was: Czy przy takiej obsadzie i litrażu mogę napowietrzać tylko w nocy, by za dnia nie tracić cennego CO2 "wypychanego" przez tlen, bez potrzeby dodatkowego nawożenia za pomocą bimbrowni, sprayów i innych wynalazków, oraz nie "zaśmiecając" toni wody brzydkimi pęcherzykami powietrza z filtra czy brzęczyka?
Plan mam taki - dwa "gniazdkowe" sterowniki włączania napięcia - jeden od światła na dzień (działa u mnie już od długiego czasu) + drugi, który włączałby brzęczyk na noc, dostarczając tlen roślinom i rybom.
Co myślicie o takim rozwiązaniu?
Sorry za długi wywód, ale wolę rozwiązać problem w miarę od razu, niż po kilkunastu pytaniach precyzujących

Pozdrawiam, Jędrula