Akwarium 216l. Bardzo gęsto obsadzone roślinami. Nawożenie - symfonia złota + żelazo + potas, CO2 z butli ciśnieniowej 1 bombelek/s. Oświetlenie 2x55w (od 10:30 do 23:00)
Woda podmieniana ok 30% w sobotę (po nagłej i niespodziewanej śmierci 1 danio) Parametry po podmianie - przed też takie były:
NO2 0, NO3 0, twardość 10 (obie), PH 7,6. W niedzielę podałem jeszcze witaminy - ale do obu zbiorników - a w drugim ryby mają się dobrze.
Dzisiaj ok. 11:30 - czyli jak żona zaczyna karmić ryby - dzwoni i mówi że nie żyją: 4 skalary, kosiarki (nie wiem ile), razbory - (nie wiem ile) pstrążenica 1 lub 2... nie mam pojecia co jeszcze.... kilka krewetek... Reszta ryb żyje i zachowuje się normalnie. Najlepiej mają się chyba gurami. Krewetki chodzą po liściach, maleńkie zbrojniki objadają korzeń z glonów. CO SIĘ MOGŁO STAĆ ?
Parametry wody o 12:00 - No2-0, no3 - 0, twardość nie wiem, PH - 7,2.
2 tygodnie temu miałem awarię grzałki - teraz mam temperaturę ok. 26-27C.
Obsada dość liczna ale przerybienia nie ma, dna nie odmulam (wszystko zarośnięte), podłoże floran, 2 miesiące temu dodałem kulki glinianio torfowe pod korzenie, widziałem że kilka kuleczek wypłynęło - zbrojniki i kiryski ciągle coś wygrzebują. pomocy

EDIT:
Ryby - te które zdechły - wczoraj wieczorem pływały raźnie w stadkach, zdrowe, ładnie wybarwione, jeszcze wrzuciłem im małe conieco przed snem żeby popatrzyć jak gonią za pokarmem.... Nie miały żadnych objawów chorobowych, teraz te co żyją też nie mają...