Witam.
Nasunęły mi się pewne spostrzenia po przeczytaniu uwag sirculi.
Swego czasu również zainteresowany apistogrammami i im podobnym i zebrałem naraz w stu litrach bodajże cztery gatunki w tym oczywiście akarkę paskowaną. Dzisiaj jakbym twierdził że w tak trzymanej grupie był względny spokój i można tak hodować zostałbym zlinczowany.

Nieświadomie doprowadziłem do swoistego zawieszenia broni między czterema samcami ( pamieć nieco zawodzi ale to chyba były: Kakadu, Agassiza,borelli i akarka)
W każdym razie to wszystko nie tworzyło zgranych par do momentu gdy samice były gotowe do tarła.Po tarle brakowało jednak odważnych by znalezć się w "polu rażenia" samicy na ikrze.
Kiedy jednak zwierzaki wprowadziły się do nowego 280 litrów zaczęły się nieco grozniejsze relacje między nimi. Dopiero gdy dojrzały dwie pary barwniaków czerwonobrzuchych i doszły dwa inne gatunki znów zapanował spokój.
Jednym z gatunków miała być mała akarka cetkowana.
Dość szybko okazało sie że to raczej akara cętkowana. Samiec wyrósł na 17 centymetrowego klamota i żył sobie wraz z dwoma samicami spokojnie wśród tych mniejszych, od czasu do czasu romnażając się jak reszta mniejszych kuzynów. O ile nie dziwiło mnie że samiec barwniaka potrafił mu przylać jak był ojcem to samczyk akarki paskowanej wręcz mnie rozśmieszał i budził podziw jednocześnie.Ciągle tłukł w głowę olbrzyma jak ten niechcący wpłynął w rewir gniazdowania jego samicy.
Akar cętkowany odpływał w końcu by się opędzić od tej "natrętnej muchy".
Sam bohater z kolei trzymał się od samicy w rozsądnej odległości gdyż ta miała gdzieś jego ochronę i robiła mu "jesień sredniowiecza" jak przekroczył nieopatrznie magiczną linię.
Jak obiło sie mi o uszy w literaturze, podobno samiec również ma zadatki na opiekowanie się potomstem jednak agresywność samicy mającej ikrę lub młode, uniemożliwia mu to. Jednak w większym akwarium obserwowałem jak wyżej wspomniałem, próby opieki samca akarki paskowanej.
Tak więc wredne i jedno i drugie.

Być może w moim przypadku stałe zagrożenie ze strony innych samców nie pozwalało wyładować mu się na samicach. (pomijam pózniejsze przypadki wsród samców własnego chowu które nie nadawały się do resocjalizacji)
Pozdrawiam.