Dzieci dostały nieprzemyślany prezent - dwa małe welonki, do kuli. Zabrałam się za to trochę porządniej ( chyba za mało jak teraz czytam

). Dostały akwarium 30 l, filtr podwodny Atman, bez grzałki - w sklepie mówili, że nie potrzebują. Na dnie kilka większych kamieni i ozdoba. Pani w sklepie żwirku nie polecała.Karmione były Goldfish Color Tropical. Woda odstana, z dolanym Eskalarin z Tropicala, podmieniana co 1 tydz- ok. 20 %. Filtr płukałam co tydz - ale tak, żeby coś tam zostało.
Wszystko było ok ( przez 4 tyg) , do czasu, aż dodałam glonojada z roślinką ( żabienica chyba) . Glonojad się schował, a po 4 dniach leżał martwy na dnie. Rybki od tego czasu "powariowały". Przez 2-3 dni wisiały w kącie akwarium głowami w dół. Uspokoił mnie kolega, że ryby tak robią przy zmianie ciśnienia atmosferycznego ( było to przy tych drastycznych zmianach temperatur). Potem wróciły do aktywności, z tym że jedna zaczęła się chować - do dekoracji ( a la garnuszek), pod roślinę, pomiędzy kamienie. Jadły normalnie. Po kilku dniach zauważyłam, że płetwy są jakby postrzępione, z takimi przeźroczystymi farfoclami, z widocznymi żyłkami ,skrzela trochę zaczerwienione. Poszłam do sklepu, gdzie kupiłam rybki, opowiedziałam pani i dostałam CMF. Zastosowałam wg. przepisu. Trochę się ożywiły, ale potem było gorzej, przekrwione miały też okół pyszczków. Jedna padła w nocy, druga dzisiaj rano.
Szkoda mi ich strasznie, bo zdążyłam się przywiązać, były takie interaktywne- podpływały do szybki, czekały na żarełko.
czy to możliwe, że glonojad je czymś zaraził, czy to moja niewiedza ?