O Geezz... Ludzie, o czym Wy tu do mnie rozmawiacie, hehe

Ok, a tak na serio. Akwarium to 65 l, takie standardowe z pokrywą, zaokrąglone przednie narożniki. W pokrywę wbudowane dwie jarzeniówki firmy Interpet o mocy 15W każda. Dwie naraz zapalone ok. 10 h / dobę, kiedy nie są włączone 2 jednocześnie, pali się tylko jedna pod tytułem "cool blue moon" przez resztę czasu - z prostego obliczenia wynika, że przez ok. 14h / dobę (całą noc i kawałek dnia dopóki nie wstanę). Roślinki wprost ze sklepu zoo, wsadzone prosto w grys i podlewane raz na dwa tygodnie płynnym nawozem również z tegoż sklepu. 1/3 wody wymieniana mniej więc raz na miesiąc. Czasami częściej, ale nie częściej niż raz na 3 tygodnie. Obsada - 2x molinezje, 5x neonki, 7x gupiki, 2x pasiate tetry, 5x jakieś złote tetry z czarnymi końcówkami płetw, 1x żółto - biały dziki glonojad, 1x Anentome Helena (leniwa świnia, ponieważ codziennie wyjmuję 30 - 60 ślimaków, hehe). Poza tym grzałka Interpet, filtr jakiśtam w kształcie płaszczki, korzeń, skorupa - doniczka orzecha kokosowego, kilka kamieni i to wszystko. Sam nie wiem.... Kolega akwarysta, który ma generalnie wszystkie pryncypialne zasady w głęboko w tyle, nie czyta forów ma u siebie pełen rozkit flory i fauny, ja natomiast mam ciągle problem z tym zasranymi roślinkami. Może w grę wchodzi niski koszt zakupu? Być może droższe okazy są bardziej odporne na ewentualne niedogodności? Sam już nie wiem...