Swoją drogą to wiem że sprzedawcy biorą z hurtowni ryby o szumnie brzmiących nazwach które sami wymyślili dla efektu lub "przetłumaczyli" importerzy.
Jak raz mój koleś sprzedawca powiedział że mają właśnie babki w pod poznańskiej hurtowni, to ciekawy pytam co za gatunek. (czaiłem się na głowaczki barwne) to powiedział że to babka "purpurowa".
Poprosiłem by mu podali łacińską nazwę i otrzymałem: "Stigmatogobius sadanundio".
Obejrzałem na zdjęciach poczytałem i zamówiłem osiem sztuk kierując sie właśnie łacińską nazwą jako pewnikiem zamiast ich dziwaczną nazwą.
Jak je dostałem to choć młode jeszcze były, już mi się nie podobał ich wygląd zbyt odmienny nawet jak na młode ryby.
No i wyrosły z nich piękne postawne babki które zwą się "Mogurnda Mogurnda".
Swego czasu szperając za "morgundami" dowiedziałem sie że anglicy nazywają ją purpurową a czasem łososiową.
Nie zmienia to faktu że ponoć jedna z lepszych hurtowni w tym regionie sprowadziła gatunek o nazwie potocznej zapożyczonej z innego języka to na dokładkę z łacinską nazwą całkiem innego gatunku.
( proszę porównać w necie mogurnda i sadanundio)
Jak chciałem "Impaichthys kerri" które to ponoć nazwali tetra kerri, to dostałem czarną odmianę tetry cesarskiej. Jak koleś mówi że ma od nich brzankę "wiśniową" a ja że chętnie zobaczę bo nie wiem co to a on zdziwiony lekko bo często niby ją miał i jak ja nie widziałem do tej pory ??
No to jak mi pokazał brzankę smukłą zwaną w polsce od lat potocznie "titejką" od łacińskiej nazwy... To przysłowiowy szlag mnie trafił.
Facet od piętnastu lat w tej branży a od dziecka z rybami choć wiedział doskonale co to za brzanka to nadzwyczajnie bronił tej nazwy bo w handlu tak nazywają.
Wygarnąłem mu wtedy konkretnie co myślę o takim handlu i jak sam się błazni bo mu się najwyczajniej "wiśniowa" podoba pod szarego klienta który przecież może taki się trafi że przewertuje książki i nie znajdzie brzanki wiśniowej choć zdjęcie będzie jak byk przed oczami.

Tak więc na tym przykładzie widać jak nawet stary doświadczony akwarysta i sprzedawca jest chętny by podłapać klienta na "nową" nazwę rybki.
Nie wspominając już o "FACHOWCACH" z niektórych hurtowni.
Dulnik jak najbardziej możesz zwrócić uwagę bo od zmiany nazw to są naukowcy a nie importerzy i sprzedawcy a jeśli juz tak robią to żadna łaska podać bardziej obowiązującą nazwę. Choćby tą od lat popularnie przyjętą jak taki gupik na przykład.
Inaczej wkrótce, kupno konkretnego gatunku zacznie przypominać proceder podobny do kart graficznych.