pisałem już wcześniej o moich parametrach wody i o tym jak żółtaczki indyjskie mają młode:
http://www.akwarium.net.pl/forum/index.php/topic,7194.msg54966.html#msg54966.
Nie wyłowiłem parki i maluchów jak pisałem pozostawiając je samym sobie w ogólnym zbiorniku.
Przez kolejne 4-5 dni maluchy ginęły, aż nie został żaden (selekcja naturalna -nie było by co zrobić z tyloma rybkami).
Jednak w tym czasie najstarszy otos unikał światła i chował się pod kamieniami bez innych objawów-to mnie niepokoiło.
Ogrom spraw służbowych spowodował, że nie zrobiłem podmiany wody w ubiegłym tygodniu, a rybcie dostawały tylko pokarm -nie sprawdzałem parametrów wody, ani nie obserwowałem ryb.
Wczoraj o 23.00 kiedy wróciłem do domu mało nie zemdlałem kiedy zobaczyłem martwego otosa w przezroczystej "powłoce galaretowatej mazi". (mój ulubieniec padł).
Pozostawiłem go do dzisiaj, wiedząc że od rana sprzątanie zbiornika itd itd.
Żółtaczki indyjskie szybko dychały no i miały w okolicach oczu i skrzel jaskrawo czerwone kropki, jakby silne ukrwienie -zaczerwienienia.
Rano kolejna porażka! samica żółtaczka martwa (a dopiero co dała mi młode ;( ).
Przed momentem znalazłem martwego samca, a największy (dotąd najsilniejszy) skalar od rana nie przyjmuje pokarmów i szybko dycha, nie pływa tylko "wisi" schowany pod filtrem wewn.
Co się dzieje? Żadnych objawów zewnętrznych. Woda w normie jak zawsze -tzn teraz. (choć rano przed podmianą 75L nie sprawdzałem niczego poza ph-7.0 szkoda było czasu, chciałem ratować rybcie)
Co robić?