Witam.
Mam akwarium, a raczej "Mialem".
Byly w nim 2 pielegnice (z czego niedawno zostala dokupiona jedna).
5 glonojadow, jedna rybe - nie znam gatunku ale siedzi w ceramicznej klodzie i wychodzi noca zerowac z dna.
I skalara lagodnego pewnie samiczka.
Wszystko hulalo nie bylo zadnych problemow.
Akwarium ma oswietlenie i "napowietrzniacz" ze tak to nazwe. W zoologicznym otrzymalem info ze w temp pokojowej te ryby moga spokojnie zyc.
Zarcie dostawaly 1-2 x dziennie. Wszystko bylo wporzadku do czasu...
Jedynie co sie ostatnio zmienilo to dokupila mi siostra jedna mala pielegnice (ten sam gatunek co mialem). Jak wyjechalem w niedz. wszystko bylo ok.
Wszystke plywaly i jadly.
Potem rodzice mi mowili, ze pielegnice zaczely "lezec" na dnie tak jakby odpoczywaly. Do jedzenia byly zwawe. Z 2 dni temu zdechly 2 najwieksze pielegnice i skalar. Ten maly kupiony lezy w koncie i tz pewnie zdechnie

Nie wiem co jest grane. Ojciec zmienil wode i boje sie o reszte moich ryb

Czytalem gdzies ze powinno sie przy wrzucaniu nowej ryby czyms odkarzac.
Szczerze to nie wiem co mam robic.
Rosliny mam sztuczne. Żwirek u dołu - troche glonow sie tworzy (mam preparat ale nie daje go za duzo) - napewno akwarium jest zadbane (mowie gdzie nie gdzie glony obrastaja kamyki).
Jakies rady?