Piszę tego posta w dołku... Dziś miałam akcję ratowniczą. Mojej brzance rekiniej utknął w pyszczku kamyczek ze żwirku

Rybci trudno było oddychać. Kamyk tak wszedł, że zaklinował się pionowo w pyszczku. Nie miałam pojęcia, co robić. Na szczęście rodzice przyszli mi z pomocą. Akcja trwała bardzo długo, bo kamień za cholerę nie chciał wyjść, a momentami wpadał nawet do gardła, gdzie nie było go w ogóle widać. Na wielkie szczęście udało się usunąć kamyk, ale moja brzanka nacierpiała się bardzo :cry: Teraz dochodzi do siebie, ale martwię się o nią, bo widać, że ma czerwone gardełko. Mam nadzieję, że nic jej się tam nie uszkodziło

Cały czas żyję w strachu, nie wiem jak jej jeszcze pomóc. Nie ma nic gorszego, jak być świadkiem cierpienia i to okropne uczucie bezradności :cry:
Mieliście jakieś takie przygody z rybkami, w których chcieliście zrobić wszystko, aby to cierpienie Waszych skarbów się skończyło, w których byliście bezradni i nie wiedzieliście co począć

Co w takim momencie robić ? :cry: