Witam wszytkich.Napisałem ten temat ponieważ jestem troche wstrząśnięty tym co sie dzieje w sklepach zologicznych.Dziś byłem w jednym ze sklepow zologicznych w moim miescie.I zaczłem sobie ogladac rybki!!!Wstrząsnoł mnie widok padnietych rybek ktorych wlascieciel nawet niesmial wylowic!!!!!!Po chwili poprosilem 2 mieczyki!!!Wygladaly na zdrowe ale kiedy przyjechalem do domu zauwazylem u samca podgryzione pletwy.Samiec żył tylko przez 4 godziny a potem padł!!!!Została tlyko smaica ale przyposzczam ze i ona padnie!!!Przez takich wlaścicielow możemy przeciez starcic cala nasza hodowle!!!!Sprawdzajcie co kupujcie i kupujcie w zaufanych sklepach!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Prosze, błagam na kolanach, pisz czytelniej bo cholery dostaje rozszyfrowując takie krzaki.
Poprawiłem!!!Piszcie co sadzicie o tym!!!!!!!!
Jeśli w sklepie jest ok 500 ryb to naprawdę cięzko jest uniknąć śnięcia a jeśli co tydzień przychodzą nowe z najróznieszych źródeł to naprawdę cięzko jest aby wszystko było tak jak w domu. Każde awkarium w sklepie to inne środowisko i przy zachowaniu naprawdę dużej ostrożności cięzko jest odizolować choroby.
Szkoda że nie przyjżałeś się wcześniej tym rybom bo myśle że w drodze ze sklepu do Twojego akwarium to te objawy się nie pojawiły.
A ja z kolei dziwię się, że ktoś w tym sklepie jeszcze kupuje ryby...
W sklepach akwarystycznych... jak wszędzie. Są lepsze i gorsze. Nie generalizujmy proszę!
Właśnie nie należy uogólniać. Są sklepy i sklepy , pozaym różne wypadki sie zdarzają - w każdym akwarium można zawlec sobie chorobę nawet w sklepowym. To wcale nie musi być wina sklepu. Znam kilka przypadków że winna rozprzestrzeniania chorób była hurtownia która dostarczyła do sklepów (kilkuw 3 mieście) gupiki chore na flexibakteriozę a te sprzedały zdrowo jeszcze wyglądające rybki klientowi. Właściciele strasznie potem psioczyli bo klient był zły na nich a pozostałe u nich ryby i tak padły... W tym przypadku nie ma zaniedbania ze strony sklepu. Tak samo jak chyba nie będę wymagał od sklepu żeby ten zoorganizował sobie wodę idętyczną z wodą hodowców od których biorą ryby - w ten sposób występuje śnięcie cząści ryb z powodu szoku (często bocje) ale z drygiej strony patrząć to te co przeżyją u klienta który ma wodę podobną do sklepowej (nie uzdatnianą) taka ryba ma większe szanse na adaptacje a o to zazwyczaj chodzi... (bo jaki procent akwarystów uzdatnia wodę ....)
Zupełnie inaczej się ma sprawa zaniedbania - chodzi po najbardziej podsatwowe czynności jak:podmiana wody w akwariach sklepowych, działający filtr czy urozmaiczane choćby suchego pokarmu no i wspomniane w wypowiedziach usuwanioe ewentualnych martwych ryb - z moich obserwacji taie zaniedbania są coraz rzadsze - naszczęście choć jak gdzieś się zdarzą to na całego ...
Ja mam więc propozycje nie tyle co nie ufać sklepom co ufać sobie i temu co się na dany temat wie - z doświadczenia własnego lub bardziej zawansowanych kolegów. Pamiętajmy sklep zoologiczny to nie nasze akwarium to takie miejsce tymczasowego pobyty ryby gdzie nie da się zapewnić równowagi biologicznej jak w akwarium i tylko najśilniejsze ryby będą tam dłużej żyć... Z drugiej strony wyobrażacie sobie to hobby bez sklepów zoologicznych ? bo ja nie... :) Pozdrawiam serdecznie.
Przecież sam sobie wybrałeś te ryby. Co to znaczy wyglądały na zdrowe? Skoro samiec był pogryziony to jak mógł wyglądać zdrowo??? Poza tym jeśli widzisz w akwarium pełno zdechłych ryb i nie zniechęca cię to do kupowania rybek w tym miejscu to sam jesteś sobie winny. Zwalanie całej winy na sprzedawców jest niedorzeczne. Chociaż niektórzy z nich mają swoje za kołnierzem ,to nie tłumaczmy własnych błędów chciwością sprzedawców. Przypadek opisywany w tym temacie jest właśnie ewidentnym przykładem takiego stanu rzeczy.
Powiem tyle, u mnie w miescie są 2 sklepy, nie sa najlepsze, ryby trzymają w małych, ciasnych akwariach, bojki w kubkach, ale co mają zrobić?
Największy sklep nie zapewni idealnych warunków dla danego gatunku, po prostu niema na to miejsca.
Jeżeli ryby były chore to po co je kupowałes?
No właśnie przecież samym właścicielom sklepów naprawdę nie zależy by ich towar zdychał.To przecież straty bo oni za nie zapłacili.A któremu jest miło słuchać złych opini że u niego padają i są same chore?Ze są ciemniaki co nie mają podstawowego pojęcia o tym to się zgodze ale wielu starającym się to też się zdarza choć tego nie chcą i próbują zapobiegać jak mogą. Mój koleś z podstawówki założył kiedyś taki sklep w małym mieście.Jako chodowca amator( co podkreślam) opchnąłem mu trochę tzw."szarańczy".Zapowiedziałem mu że tylko co najwyżej część sumatr może mu się wywinąć i by uważał trochę z nimi.Padło mu tylko pięć sztuk i to zaraz po transporcie.Pełen eufori że opchnął w małym miasteczku wszystko co miał odemnie nabył z churtowni pokażną ilość wszelakich rybek. A te zaczęły mu padać w tych akwariach bez wyrażnych powodów.Jedyne co mógł zrobić to świerzy towar trzymał na zapleczu parę dni by padło co miało paść a resztę już odpornych dawał na sprzedaż by ryby nie ginęły mu na oczach klientów...
sklep w Tychach przy ulicy Hlonda (za Teatrem Małym) jeden ze sklepów z szyldem "Hobbysta" (polecany przez magazyn Akwarium). 21.03.2005 ok godz. 12.30
pytam srzedawczyni:
- macie może otoski?
- co? lotosy?
- otoski!
- a co to?
- takie małe glonojadki
- aha! ancitrusy?
- wrrrrrrrrrrrr :evil: tu jest napisane flamastrem, że macie otoski!
- aaaa, to! mieliśmy ale nie mamy
... chwile później...
- prosze pani, tutaj pływa martwy rak, a tu obok szkieleciki zbrojniczków, a w akwa z pyszczakami - bojownik (sam korpusik z płetwami piersiowymi - reszta obgryziona)
- a nooo leży, ale niech se leży przynjamniej coś się dzieje! jest widowisko (mówi to z przylepionym do gęby uśmiechem)
moja dziewczyna już nie wytrzymała i pyta jakie to widowisko skoro tu pełno martwych zwietrzątek? a ona na to:
- eee tam, można się przyzwyczaić!
uwierzylibyście w coś takiego?
wlasnie szukam namiarów na właściciela sklepu...
No myślałem że padnę jak to przeczytałem, co za rozbrajająca niekompetencja (dyplomatycznie się wyrażając) :twisted:
No, sprzedawczyni na pewno nie jest włascicielem takiego sklepu,bo tak rozbrajająco beztroskiego właściciela jescze nie widziałem.
Po prostu w zoologicznych często można się spotkać z sytuacją, że nie zatrudniają specjalistów w tej dziedzinie. Sam usiłowałem załatwić coś kiedyś w pewnym sklepie. Okazało się, że ciężko dorwać faceta, który zna się na akwarystyce bo obsługuje on w jednym czasie aż trzy sklepy tego samego właściciela. No, ale przynajmniej pani powiedziała, że się nie zna i prosi o wyrozumiałość i zadzwoniła do niego z moim pytaniem.
w tym przypadku to wyglądało tak jakby tej pani sprawialo przyjemnosc wkurzanie klientów... chciala mi udowodnic, ze moze zrobic co zechce i nie musi sluchac zadnych upierdliwych klientów... w koncu ona tam rządzi (przynajmniej do czasu przybycia właściciela)
moim zdaniem przedsiębiorcy robia bardzo powazny błąd zatrudniając do Zoologów osoby z mentalnością sprzedawczyni z warzywniaka. nie chce nikogo urazic ale co innego sprzedawac buraki a co innego zywe stworzenia. no ale ludzie myslą, ze sprzedawca to sprzedawca wiec wiekszosc pracownikow sklepów zoologicznych to osoby obslugujące kase fiskalną z doswiadczeniem z odzieżowego za rogiem... a dla nich nie powinno byc tam miejsca... w koncu jakim cudem mozna dobrze obsłużyc klienta sklepu zoologicznego jesli nigdy nie hodowalo sie psa, kota, fretki czy rybek? ehhhh
wow Robi, to jest coś :/
A co do sklepów, trzeba mieć zaufany sklep, u mnie w mieście spośród 12 tylko w dwóch, góra 3 warto kupować, reszta to ryzyko.