Niestety muszę chyba pomóc pewnemu bojownikowi i skrócić jego cierpienia. Zna ktoś jakiś humanitarny sposób na eutanazję u ryb ? Odpada jakiekolwiek ucinanie łba itd.
Jak nie odcinanie łba to rybke do pojemniczka (tylko nie szklanego bo spora termoizolacja) z wodą i do lodówki.
Myślałem nad tym podobnie. Chyba pożegnam go jak Leonarda Di Caprio w Titanicu...
Hmm bojownika do lodówki?
To jest zbyt drastyczne posunięcie, bojownik jest labiryntem, oddycha powietrzem atmosferycznym.
W zamrażalce te powietrze jest o kilkanaście stopni zimniejsze.
Szybciej rybie rozsadzi "płuca" niż uśnie.
Polecam uciąć łeb, szybciej i mniej bólu.
albo złapać w siatkę i uderzyć o brzeg muszli klozetowej... potem zostaje tylko spłukać.
Cytat: Góralalbo złapać w siatkę i uderzyć o brzeg muszli klozetowej... potem zostaje tylko spłukać.
Ekhm... nie komentuje :mrgreen:
dlaczego nie komentujesz? sposób dobry jak każdy inny. wolę w ten sposób niż ucinanie łba.
a jak uważasz to za niehumanitarne, kup crenicichle i ona rozwiąże problem... :P
kupic zolwia czerwonolicego :mrgreen:
Żółw czerwonolicy - mam takiego u rodziców, ale nie będę specjalnie jechał 100 km. Poza tym nie dam mu chorej ryby. Ucinanie łba odpada. Mam jeszcze plastikowy pojemnik z przykryciem... czyli "płuc" nie powinno mu rozsadzić... Przykra sprawa...
Mhm... zawsze mnie fascynowała szubienica lub krzesło elektryczne :twisted: Podłączyć do prądu?
Po prostu uderz go czymś w głowę ,np. rączką od noża
Ja się przychylam do opcji górala.Wykonuję wyrok troszkę inaczej a mianowicie trzymaną w ręku rybkę szybkim bardzo ruchem uderzam o dno wiadra.Eutanazja w ułamku sekundy i święty odpoczynek zamiast,włożenie ze smutną miną zwierzaka do słoika,wstawienie do lodówki i zatrzaśnięcie drzwi od chłodni na godzinę czy dwie. :shock:
Ja już wole króciutkim szybciutkim delikatniutkim ruchem obciąć łepek niż żucać rybą po łazience. :P
Na szczęście nie musiałem stosować żadnej z tych rad. Przed chwilą bojownik poszedł do "rybiego nieba" całkiem sam. Pożegnałem go z honorami :(
Ale ciekawe sposoby. Wyrzuć przez okno i już. Spokój jak każdy inny. Bez wody zdechnie moze inaczej niż przez zamrożenie, inaczej niz przez odcięcie łba, inaczej niz z falami kiblowej wody, ale czy to ważne jak , gdy o jedno chodzi? W końcu nie przesadzajmy, jak chcemy być tacy humanitarni to zostawmy w osobnym miejscu niech sobie powoli zdycha, a jeżeli chcemy z nim skończyć to każda śmierć będzie inna, z innego powodu odejdzie i nie rozgrzeszajmy się tak z tych wymyślonych sposobów bo każdy z nich jest głupi. Prowadzi do tego samego i czy gdy go spuszczę do kibla jest gorsze niż zamrażanie? Watpię. On i tak zdycha.
A my chcemy im czegoś oszczędzić, a moze jest w nas coś z chęci znęcania się i to tak by to widzieć? :x
troszkę Danuto mylisz podejście do sprawy. oczywiście że efekt końcowy jest ten sam, ale humanitaryzm w tym przypadku polega na tym, aby zwierze się nie męczyło, a to co nieuniknione było szybkie i bezbolesne.
Spuszczenie ryby w kiblu czy zostawienie aby zdychało w cierpieniu nie mieści się w tych ramach...
A czy mrożenie mieści się, lub uderzanie po wannie?
Myślę, że dobrze byłoby włożyć w worek foliowy i młotkiem zmiażdżyć głowę. :lol: Efekt murowany.
Myślę, że śmierć poprzez wychłodzenie jest jak najbardziej humanitarna. Ryba nawet nie czuje zimna i po prostu zasypia w kilkanaście minut. Nikt tu nie mówi o mrożeniu. Osobiście jestem jak najbardziej za eutanazją u zwierząt.
Ciekawe jakie w tej sprawie ma stanowisko LPR...
A skoro o cierpieniach mowa - tak sobie myślę, ile czasu Heniek (dawniej w jakimś temacie pisałem o raku i ampularii - Heniek to rak) mógł ginąć (i jak wielkie były jego cierpienia) gdy wpadł w przerwę między filtrem a gąbką (jak go wyciągałem - przepołowiony, a przednia część kompletnie zmiażdżona)
Cytat: sir MichaelCiekawe jakie w tej sprawie ma stanowisko LPR...
Nie mieszajmy polityki z akwarystyką :)
Cytat: sir MichaelA skoro o cierpieniach mowa - tak sobie myślę, ile czasu Heniek mógł ginąć
Może trochę nie na temat :oops: , ale kim był Heniek :?: Może o tym pisałeś, ale nie pamiętam... Może przoczyłam :oops: :arrow: Jeśli tak to SORRY :!:
:lol: No tak... rak pręgowaty :wink:
Cytat: DanutaA czy mrożenie mieści się, lub uderzanie po wannie?
Myślę, że dobrze byłoby włożyć w worek foliowy i młotkiem zmiażdżyć głowę. :lol: Efekt murowany.
widzę że dalej się nie rozumiemy... róznica polega na tym że ja rozwiązuję problem, a ty tylko pozbywasz się kłopotu.
dla mnie EOT
Rozwiązując problem pozbywasz się kłopotu, bo nie wątpię, że chora, kończąca się ryba to kłopot.
Myslę, zę za duzo rozczulania nad nieproblemem, w naturze wykańczają się odgryzając sobie np najpierw ogon itd. Tylko na to nie patrzymy. A filmy przyrodnicze cóż nam pokazują - przemoc np zwierząt, które zagryzają ofiarę zaczynając od ogona wyżerając boki, zwierzę jeszcze żyje.
A rybacy wrzucają ryby żywe na statek i tak się męczą, a karpie w siatkach itd.
:shock:
Danuto, jest spora różnica między hodowlą zwierząt i zapewnieniu im godziwych warunków, a dziką przyrodą. Postawmy się czasem na miejscu zwierząt...Też należymy do tego królestwa i wcale nie stoimy na szczycie łańcucha pokarmowego.
Ale czy jest o co rozdzierać szaty? Mamy tyle do zrobienia dla innych a nad kończącą się rybką tak długo myślimy, natomiast nad najbliższymi się znęcamy to fakt. :x
Cytat: DanutaAle czy jest o co rozdzierać szaty? Mamy tyle do zrobienia dla innych a nad kończącą się rybką tak długo myślimy, natomiast nad najbliższymi się znęcamy to fakt. :x
Wielkie sprawy składają się ze szczegółów. Jak ktoś jest wrażliwy to i nad rybką będzie rozpaczał. Ja się nie znęcam nad najbliższymi.
Jest trochę racji w tym co mówi Danuta. Przyzwalając na eutanazję (mówię tu oczywiście o akwarystycznym kontekście) wprowadzamy możliwości popełniania nadużyć. Ktoś kto przeczytał na forum że zabicie chorej rybki jest ok. nie będzie chciał ‘bawić się’ następnym razem w leczenie . Uważam ,że ten temat w ogóle nie powinien był powstać jako osobny wątek. Rozwodzenie się na temat wyższości zamrożenia nad odcięciem główki jest po prostu nie na miejscu. Każda ryba ma prawo do godnej śmierci , a jeśli jakiemuś beznadziejnemu przypadkowi „trzeba” pomóc odejść to powinien być to sposób szybki. Mówienie o śmierci ‘bezbolesnej’ jest jedynie próbą usprawiedliwienia siebie samego. Śmierć to śmierć.
Druga sprawą jaka wypływa przy mówieniu o eutanazji jest tzw. „beznadziejny przypadek”. Jaka jest definicja tego terminu. Czy molinezja z zaawansowaną ospą to już beznadziejny przypadek, a może wielkopłetw któremu pleśniawka strawiła wszystkie płetwy ,albo gupik przegryziony na pół przez clariasa????????? Jak widać to bardzo subiektywne odczucie.
miałem się nie odzywać, ale:
Lukas, tylko nie o tym w tym wątku była mowa. nie rozpatrywaliśmy, co to jest przypadek beznadziejny (chociaż to b. ważny aspekt) tylko jeśli już w naszym mniemaniu zaistniał, jak skrócić cierpienie zwierzęciu.
Danucie wystarczy spuścić rybę w kiblu i po kłopocie. Ja chcę uczynić tę śmierć, skoro już musi zaistnieć, szybką i "bezbolesną".
Góral skoro rybka już nie pływa tylko leży,w zasadzie nie ruszając płetwami, jeszcze do tego do góry grzbietem i nic nie wskazuje na to że coś z niej będzie, to nie mam skrupułów co do kibla, ale jeśli są oznaki życia to po prostu ma osobne miejsce gdzie sobie zdycha, w wodzie. Ma tam wlane leki i ma czas na zastanowienie czy chce żyć, czy woli odejść to jej sprawa :lol: Nie bedę jej głowy urywała ani jej zamrazała itp.Czekam albo życie albo śmierć. :shock:
Ja w zasadzie też nigdy nie stosowałam eutanazji, zawsze miałam nadzieję, że rybka wyzdrowieje...
Cytat: Danutato nie mam skrupułów co do kibla
Bez komentarza :?
Tylko dwa razy musialam pomóc.
Raz ramirezce, metoda "do zamrażalki" było oki.
Drugi był mruczek, ryczałam jak głupia bo musiałam odrabac mu łeb :(
Kibel nigdy, nawet mała ryba jest dla mnie ważna.
Skoro rybka już nie pływa tylko leży,w zasadzie nie ruszając płetwami, jeszcze do tego do góry grzbietem i nic nie wskazuje na to że coś z niej będzie, to nie mam skrupułów co do kibla
Przeczytaj kiedy kibel :?
Wporządku Danuta jesli jeszcze dodatkowo nie oddycha to oczywiście kibel.Trupa się nie dobija ale, takiego co padnie lada chwila można chyba jednak "wykończyć" przed spływem w kanalizę żeby czasami nie zdychał w rurach jeszcze przez parę minut.
Najlepiej dodać mu rivanolu kilka kropli i gotowy. :(
Ja i tak za najbardziej humanitarne uważam zamrożenie... tylko w inny troszkę sposób. bo po co stopniowo ochładzać ryba w lodówce?
Przygotowuję mu poprostu kąpiel w misce wody z przeważającą ilością kostek lodu. nasz ryb ginie wtedy w przeciągu 3 sek. ;(
a ja czytałem, że wlewa się do pojemnika z rybką alkohol w proporcjach 1:4. rybka usypia i po problemie...
Apeluję do moderatorów o zamknięcie tego topika !!!!