Pozdro wszystkim
Mam problem z określeniem choroby jaka męczy moje platki. Ale po kolei – akwa dostałem niejako w spadku po koledze: baniak 100 L + 3 zbrojniki niebieskie, 2 bocje, kosiarka i 7 razbor. Po przeniesieniu do mnie akwa stoi już prawie rok i nic się nie działo – w sensie nic złego bo dobrego i owszem : stałem się szczęśliwym posiadaczem kolejnych 20 zbrojników ( obecnie mają po około 2 cm i mam już przyszłych właścicieli dla nich, ale jak pomyślę o odławianiu......)

A wracając do tematu – zawsze dużą sympatią darzyłem platki i kiedy niedawno trafiłem w sklepie partię przypominającą starą rasę polskiej hodowli (złote z czarnymi smugami na obrzeżach ogona – obecnie się to nazywa „Gold Comet”) zakupiłem 2 parki. Niestety z powodu wszechobecnego braku czasu i braku odpowiedniego zbiornika (+ własna głupota?!) nie przetrzymałem je w dłuższej kwarantannie a tylko zrobiłem jednodniową kąpiel w akryflawinie (nie za duży słój – bałem się że dłużej mogą nie wytrzymać). Po kilku dniach od wpuszczenia zauważyłem że ryby zaczynają się obcierać o różne przedmioty i mają nietypowe odchody. Odchody, oprócz normalnych, zdarzają się takie, że jest kilka fragmentów normalnej konsystencji połączonych długimi, cienkimi, raczej przezroczystymi, galaretowatymi „nitkami”. Ryby karmię przemiennie: płatki i granulat Tetry, suszona dafnia, mrożona ochotka (od czasu do czasu żywa, czasem rureczniki, ale obecnie trudno dostać). Przejrzałem posty na forum i diagnoza: albo wiciowce (spironukleoza) albo nicienie (kapilarioza) – choć skłaniam się ku temu drugiemu. Ryby jak na razie jedzą w miarę normalnie oprócz jednej platki która łapie pokarm ale go wypuszcza i nieco schudła. Pomny ostrzeżeń o Capifosie i w trosce o moje małe zbrojniki zastosowałem Discus sept w normalnej dawce do akwa + namoczyłem w drugiej takiej samej dawce partię ochotki, którą zamroziłem i karmiłem nią ryby przez tydzień. Najtrudniej było odganiać zbrojniki, które ganiały za tą ochotką jak głupie. I po tygodniu nic – ryby (zwłaszcza platki) gorzej jadły i były bardziej osowiałe. Już miałem podać drugą dawkę leku kiedy prawie wszystkie ryby nagle obsypało – tak, tak...stara rybia ospa ! Od razu po zauważeniu pierwszej „kaszki” podałem Costapur w dwóch dawkach, temp do 30oC. Mija kolejny tydzień – objawy ospy ustąpiły. Niby wszystko wraca do normy, ale.... nieszczęsna platka dalej nie je i jest jeszcze chudsza, a u reszty odchody bez zmian.

I tu mam kilka pytań do mądrzejszych ode mnie: 1 podać jeszcze costapur na ospę? Jeśli tak to w jakiej dawce? 2 Czy moja diagnoza co do nicieni jest słuszna? Czy są inne choróbska o podobnych objawach? 3 I czym to dalej leczyć (może kuracja discus septem była za krótka?) – i jak przeczytałem nie jest to najskuteczniejszy środek?
Sorki za tak długą epistołę ale jestem tu pierwszy raz i chciałem dobrze opisać całą sytuację.