Jak ja startowałem np. kupowało się zwykłe grzałki które mocą (W) dobierało się pod litraż akwarium i kiedy woda była za zimna (rtęciowy termometr oczywiście) to się je włączało i wyłączało kiedy temperatura była odpowiednia... (ugotowałem tak zupkę ze skalarów w 40 l ) co do napowietrzania to był to tak zwany brzęczyk, czyli pompka, filtr fajkowy i gąbka. Co do pokarmów to była Dafnia...

suszona i to co sobie w większej kałuży złapałeś... wybór ryb w moim osiedlowym sklepiku zawężał się do ok 20 gatunków i dzielił się na pielęgnice welonki ławice i żyworódki... pamiętam szczytem marzeń były piranie czy pawiookie, a każdy zachwycał się zwykłą pomarańczową paletką jakby to było co najmniej nie wiadomo co...
Akwaria oczywiście były klejone kitem a na topie jako nowości były plastykowe kotniki i stożkowe karmniki... ach to było...
Asagoth ja pamiętam że stosowałem inną metodę trochę na czuja - mała grzałeczka zwykła przypuśmy 25W mogła w baniaku 70l podgrzac wodę o max 6 stopni w stosunku do tem. pokoju i chodziła cały czas ale jak jeszcze temperatura w pokoju spadała przypuśmy o 2 stopnie włączałem dodatkowo 10 watówkę metoda trochę prymitywna ale skuteczna. Ryby oczywiście tak jak pisałeś a przedewszystkim gupiki były bardzo popularne.
Z roślin nurzańce nazywane trawkami i żabienice. Baniak przykryty miałem szybkami dwoma jedna 1/3 a druga 2/3 ta mniejsza służyła do karmienia nad tym miałem szafkę wiszącą konstrukcji mojego taty w którym trenowałem już wtedy szlify w montażu świetlówki 13 watowej 640 ze statecznikiem magnetycznym i jakimiś starterami które mogły chodzic na różnych świetlówkach od 4 do 80 wat. Trzeba było wymieniac nawet częściej niż raz na rok bo przestawała świecic i mrugała denerwująco.