Czerwieniak dwuplamy Hemichromis bimaculatus (Gill, 1862)

(Przedruk elektroniczny za zgodą PZA z czasopisma "Akwarium" nr.  1/88)


Jerzy Wieczorek

      Przepiękna ta pielęgnica znana dawniej jako akara czerwona żyje na terenie Afryki, od Nigru do Konga i Nilu. Mimo swej agresywności i nieznośnego zachowania, hodowane są w Europie nieprzerwanie od roku 1907. Osiąga długość od 15 do 20 cm na wolności, a w akwariach 12 do 15 cm, lecz tylko 8 do 10 jeżeli pozbawiona jest pokarmu roślinnego.
      Jest to jeden z najładniej ubarwionych afrykańskich gatunków rodziny pielęgnicowatych. Grzbiet ma barwę oliwkowo-brunatną do szaro-brunatnej, boki żółto-zielone, a brzuch żółtawy. W czasie tarła samiec przybiera czerwone barwy, a całe ciało usiane jest drobnymi, zielono-metalicznie mieniącymi się punktami na oliwkowo-brunatnym tle. Samica jest jaskrawo-czerwona, z lekko żółtym przodem ciała i brzuchem. Jednak ubarwienie zależy w dużym stopniu od samopoczucia i wieku ryb. Dymorfizm płciowy przejawia się u czerwieniaka dwuplamego bardzo wyraźnie już przy wielkości 3-5 cm. U samca płetwa odbytowa jest zaostrzona, lecz bez wyraźnego przedłużenia ostatnich promieni. Poza tym płetwy samca są wyraźnie szersze niż u samicy. Samica jest mniejsza i bardziej krępa. W okresie tarła ma wyraźnie zaokrąglony i napęczniały od ikry brzuszek. Trzeba przyznać, że pielęgnice te, pod względem wyżywienia, nie sprawiają żadnych kłopotów. Każdy pokarm, żywy i suchy, naturalny i sztuczny, zjadany jest chętnie, a nawet żarłocznie - jeżeli - i tu uwaga - nie jest monotonny i podawany w nadmiarze. Dorosłe osobniki z łatwością połykają żywe rybki wielkości samicy gupika, a sposób, w jaki to czynią, sprawia duże wrażenie - jest to typowy atak ryby drapieżnej. Co do warunków życia czerwieniaki nie stawiają zbyt wysokich wymagań. Woda o odczynie pH 6,5 - 7,5, średniej twardości (u autora 14 - 20°n). Temperatura od 20° do 27°C. Gdy pierwszy raz zobaczyłem czerwieniaka dwuplamego, przyznam, nie byłem zachwycony. Hodowane w małym, niezbyt dobrze natlenionym zbiorniku, nie posiadały odpowiednich kolorów, a pływając ze stulonymi płetwami, wywoływały raczej złe wrażenie. Ponieważ w mojej hodowli nie miałem jeszcze przedstawicieli rodziny pielęgnic, nabyłem kilka sztuk, spośród których dobrała się później jedna para. Intensywnie karmione rosły szybko, i pięknie się wybarwiały, przy czym okazało się, że zielone, metaliczne kropki na ciele samca pozostają i poza okresem tarła.
      Umieszczone w średnim, 54-litrowym (60x30x30) zbiorniku, obsadzonym tylko twardolistnymi roślinami (miękkolistne padły natychmiast ofiarą ich apetytu), ryby czuły się bardzo dobrze. Do zbiornika włożyłem kilka kamieni i podwyższyłem temperaturę do 26°C. Z niecierpliwością oczekiwałem tarła. Rano następnego dnia obserwowałem taniec godowy samca, który z naprężonymi płetwami krążył wokół samicy. Samica spokojnie wybrała odpowiedni kamień, lecz dopiero po licznych oględzinach okolicy kamienia, po próbach, polegających na dotykaniu kamienia brzuchem, samica zaakceptowała swój wybór i w asyście samca zaczęła czyścić kamień, usuwając z jego okolicy wszystko, co uważała za niepotrzebne lub szkodliwe. Rośliny, rosnące najbliżej kamienia, zostały wykopane z podłoża, lecz nie zniszczone pływały na powierzchni. Wieczorem, tego samego dnia, ryby jeszcze czyściły kamień, którą to czynność wykonywała wyłącznie samica, przybierając nieraz pozycję pionową - głową w dół, a nawet odwracając się brzuchem do góry. Samiec natomiast w niewielkiej odległości od kamienia, pod krzakiem Vallisnerii wykopał płytki, lecz dość szeroki dołek. U ryb dały się zauważyć pokładełka, mniej więcej jednakowej grubości, ale u samca nieco dłuższe. Następnego dnia po południu czerwieniaki przystąpiły do tarła. Samica, dotykając brzuchem kamienia, składała na nim ikrę, przesuwając się wzdłuż kamienia, układała ją równoległymi rządkami. Co pewien czas odpływała, ustępując miejsca samcowi który natychmiast zapładniał złożoną ikrę. Pod koniec tarła samica zaczęła układać ikrę koliście, aż do brzegów kamienia. Ikra była dość duża, o średnicy ok. 1,5 mm, przejrzysta, po upływie 12 godzin przybrała kolor jasnobrązowy.
      Po zakończonym tarle, stojąc nad ikrą, wachlowała ją płetwami, a nawet ruchami całego ciała, napędzając świeżą, dobrze natlenioną wodę. Samiec w tym czasie pływał w pobliżu, kontrolując terytorium całego zbiornika, a szczególnie przednią szybę. Ku mojemu zdumieniu, po 48 godzinach ikra zniknęła, a jeszcze dziwniejsze było to, że w dołku uprzednio wykopanym przez samca, ani w innej części zbiornika nie znalazłem ikry ani larw. Pierwszym odczuciem było przekonanie, że popełniłem błąd, polegający na tym, że w zbiorniku nie było odpowiednich warunków i czerwieniaki ikrę zjadły. Lecz wydawało się to dziwne, ponieważ wcześniej starałem się zapewnić im idealne wprost warunki, a tarło przecież nastąpiło. Rodziców pozostawiłem mimo to, w tym samym zbiorniku. Skutki były dość nieprzyjemne. Po kilkunastu godzinach zmuszony byłem do odłowienia samicy z pogryzionymi płetwami. Szczególnie płetwy grzbietowa, brzuszna i ogonowa poszarpane zostały przez samca. Po dwóch tygodniach połączyłem parę powtórnie. Samica zregenerowała już płetwy, a obie ryby znacznie urosły. Warunki w zbiorniku były takie same jak w czasie poprzedniego tarła, lecz zbiornik został osłonięty w ten sposób, by czerwieniaki nie mogły widzieć innych zbiorników i ryb. Również woda była nieco starsza niż poprzednio (dla samca), bowiem samica została wprowadzona z innych warunków. Samiec natychmiast przybrał szatę godową, a samica wyraźnie go zaakceptowała. Samica została wprowadzona o godzinie 8 rano, o godzinie 18 zaobserwowałem przygotowania do tarła, które przebiegało do 21.30. Tarło miało identyczny przebieg jak poprzednie. Dzięki temu, że obserwowałem przebieg tarła w całości, proponuję kolegom, którzy mają zamiar zająć się hodowlą ryb, aby zaczęli od pielęgnic, ponieważ z moich obserwacji wynika, że tarło i opieka nad narybkiem jest wprost wspaniałym, niespotykanym poza innego rodzaju pielęgnicami i gębaczami, przejawem niezmiernie ciekawego i frapującego zjawiska. Niezwykle silny instynkt opiekuńczy, wręcz "charakterek" tych ryb, stawia je w rzędzie najciekawszych i nieprzeniknionych tajemnic przyrody. Tajemnic, które stoją u podstaw naszego hobby - akwarystyki. W dalszym ciągu obserwacji stwierdziłem, że wylęg nastąpił po 48 godzinach od złożenia ikry. Tym razem larwy zostały przeniesione na korzeń Ceratopteris, który dość znacznie wystawał z podłoża - a nie do dołka wykopanego przez samca. Po wessaniu przez narybek woreczka żółtkowego, co trwało około 36 godzin, stwierdziłem, że mam prawie 200 sztuk narybku. Pływające w zbiorniku stadko małych rybek, pod opieką wspaniale wybarwionych rodziców, sprawiało naprawdę imponujące wrażenie. Małe rybki, karmione drobnym jak pył planktonem oraz Mikrovitem, pokarmem roślinnym, rosły szybko, by po dwóch tygodniach osiągnąć wielkość 10 - 12 mm. Postanowiłem zrobić jeden eksperyment, na który może nie wszyscy akwaryści zdecydowaliby się. Odstąpiłem od pewnych zasad. Pozostawiłem narybek w zbiorniku wraz z rodzicami. Uczyniłem wszystko, by doszło do tarła w obecności narybku. Ikra, mimo obecności rodziców, została zjedzona przez narybek z poprzedniego tarła, co ciekawsze, zjadana była zaraz po złożeniu jej przez samicę, w czym rodzice wcale małym rybkom nie przeszkadzali. Po skończonym tarle samica została poturbowana przez samca. Opieka nad dorastającym narybkiem, jednocześnie opieka nad ikrą, przekraczała już możliwości rodziców. Instynkt opiekuńczy rodziców w większym stopniu skierowany był na narybek, niż na świeżo złożoną ikrę. Ruchliwy i żarłoczny narybek, wymagający większej opieki i uwagi rodziców, absorbował ich do tego stopnia, że nie chcieli opiekować się nowym gniazdem. Bardzo ostro występujące u czerwieniaka dwuplamego zjawisko kanibalizmu daje się zauważyć już w czwartym tygodniu życia, a drugim po rozdzieleniu ich od rodziców. Ofiarą kanibalizmu padają niekoniecznie osobniki najmniejsze. Zaobserwowałem, że nawet małe osobniki atakują większe od siebie, nie robią tego jednak pojedynczo lecz atakują grupą. Oczywiście, sortowanie narybku jest konieczne. Zauważyłem, że nieco niższa (o 3 - 6°C) temperatura zmniejsza agresywność narybku.
      Po odłowieniu rodziców małe rybki doskonale radziły sobie same. Łapczywie pożerały każdy pokarm, rosnąc bardzo szybko, by po około dwóch miesiącach osiągnąć wielkość 4 -5cm). W żywieniu narybku różnorodność, urozmaicenie pokarmu, odgrywają bardzo dużą rolę, lecz podawanie pokarmu roślinnego, który jest bardzo chętnie zjadany, wydaje się być decydujące. Zauważyć należy także, że o wiele lepsze efekty uzyskuje się, karmiąc narybek kilkakrotnie w ciągu dnia, małymi porcjami, oraz okresową (co 10 dni), częściową wymianą wody.
      Na zakończenie chciałbym jeszcze raz polecić je kolegom akwarystom. Nie spotykane piękno tych ryb, ich "charakterek", ciekawe, a wręcz fascynujące zjawisko opieki rodzicielskiej, stawiają te ryby w rzędzie najciekawszych przedstawicieli rodziny pielęgnicowatych (Cichlidae) w naszych zbiornikach.

Recenzował: dr Henryk Jakubowski

"Akwarium" 1/88


strona główna